liczi

Kolor różowy nie istnieje

13.11.2015

W tak zwanej „Psychologii Koloru” najwięcej znaczeń przypisujemy czerwieni: pobudza, wzmaga agresję, motywuje do działania. Mimo tych barwnych i pełnych pasji określeń ciężko chyba znaleźć jakieś naprawdę dosadny związek frazeologiczny z czerwienią – nawet przysłowiowa „płachta na byka” jest czerwona, ale tylko w domyśle. Można też spłonąć rumieńcem albo – wreszcie – zrobić się czerwonym ze złości na myśl o tym, co poniżej.

Bo widzisz, co innego jest z różowym. Co byście powiedzieli, że dla tego koloru (a raczej dla pewnego rodzaju subkultury, wykorzystującej go w nadmiarze) powstał cały termin quasi-socjologiczny, funkcjonujący w uzusie jako „różowe panienki”? Wracając do tak zwanej „psychologii koloru”, różowy jest tak naprawdę młodszym bratem czerwonego – kochliwość, współczucie, wzruszenia, uczuciowość. Można go uwielbiać lub nienawidzić.

Co jednak, gdybym powiedział, że kolor różowy nie istnieje?

Zgodziłby się ze mną fizyk i chemik, ciężko jednak byłoby przekonać rozentuzjazmowaną mamę półrocznej córeczki, która właśnie zamówiła trzydzieści litrów farby do ścian w kolorze „Cotton Candy”.

W skrócie: nie ma takiej długości fali elektromagnetycznej, która odpowiada kolorowi różowemu. Światło widzialne przez człowieka to od 380 do 780 nanometrów – bardzo niewielki wycinek całego spektrum. Widzieliście tęczę? Mamy fiolet, niebieski, zielony, żółty, pomarańczowy i czerwony. Fotoreceptory na dnie ludzkiego oka wykrywają trzy kolory podstawowe: czerwony (750-620 nanometrów), zielony (570-500 nanometrów) i niebieski (500-450 nanometrów). Chociaż tajemnice kolorów zgłębiali już starożytni, to dopiero w XIX wieku powstała naprawdę solidna teoria, zwana trójchromatyczną: teoria Younga-Helmholtza . To Thomas Young wysnuł hipotezę, jakoby w siatkówce oka znajdowały się trzy rodzaje „włókien nerwowych”, które reagują na cały zakres światła widzialnego, jednak każde z nich najbardziej na wyspecjalizowaną dla siebie długość fali. Jednakowe pobudzenie każdego z nich wywołuje wrażenie koloru białego.

Dziś już wiemy dokładniej, że siatkówka to zbiór czopków i pręcików. Pręciki, mimo tego, że jest ich nawet  120 milionów w jednym oku, widzą tylko światło lub jego brak. Czopków mamy tylko około 7 milionów, ale to one przydają się najbardziej przy przechodzeniu przez jezdnię – dzielą się one na czerwono, zielono i niebiesko-aktywne, to z tych składowych mózg tworzy kolor.

W sytuacji, gdy nie tylko jeden rodzaj fotoreceptorów dostaje sygnał, nasz mózg postanawia uśrednić sumę kolorów. Gdy do oka dociera jednocześnie czerwony i zielony – widzimy złudzenie koloru żółtego (Czy to banan?) Prawdziwa magia jednak dzieje się, gdy do oka trafiają sygnały z obydwu granic zakresu fali: niebieski i czerwony. Wtedy właśnie mózg łamie prawa konwencjonalnej fizyki (oraz stylu) i tworzy nowy kolor – róż – twór gdzieś spomiędzy niebiesko-fioletowego a czerwonego.

Różowy nie ma swojego odpowiednika w zakresie fal elektromagnetycznych światła widzialnego. Niestety nie oznacza to, że wspomniane wcześniej entuzjastki tegoż koloru znikną ot tak, jakbym niczym Neo zdecydował się na tabletkę koloru… No właśnie, jakiego? Wszystkie kolory są subiektywne i powstają w naszej głowie – tak właśnie wygląda konstruktywizm w akcji.

Luki

Specjalista od przesuwania kresek i wizualnego voodoo. Jako zwolennik brutailzmu i przysadzistej, modernistycznej typografii uwielbia dowalić boldem tu i ówdzie. W wolnych chwilach analizuje komunikacje i łączy różne kropki. Prywatnie fan elektroncznej rozrywki i buszujący w internetach nerd. Absolwent kierunku Communication Design, z projektowaniem związany od ponad 6 lat.