Kamienica numer

Po lewej okno zwykłe, plastikowe, jak w większości budynków. Na parapecie mam wycinanki, magiczny świat wyobraźni, który niedługo nabierze rozpędu. Metalowy szkielet dinozaura (nie pytajcie) długopis, kartki i router – centrum zarządzania siecią w zasięgu mojej ręki.

Za oknem, na pier­wszym planie smut­na lataren­ka, więk­sza niż to słowo może sug­erować. W szeregu puste don­icz­ki, czeka­jące na wiosen­ny powrót kwiatów, sto­lik zmyśl­nie wyko­nany przez met­alo­plas­ty­ka. Kra­jo­braz dopra­cow­any, nieprzypadkowy,można być rzec – wszys­tko się zgadza. Na drugim planie świat domysłów i niedopowiedzeń. Może poza parterem, gdzie kwit­nie han­del szarych zjadaczy chle­ba. Wyżej gra pozorów i wiz­erunku stwor­zonego w ramie 2 i coś na metr, cza­sem mniejszym.

Pier­wsze piętro to oaza spoko­ju. Ludzie na tym piętrze lubią kwiat­ki i firan­ki. Jest tu tylko jed­no okno, które nie jest ekspozy­cją. Na jego para­pecie siedzi mło­da dziew­czy­na. Czy siedzi twarzą do świa­ta? Byna­jm­niej. Siedzi ple­ca­mi do mnie. Czy­ta? Nie wiem, wąt­pię. Może zastępu­je krzesło para­petem i patrzy na wnętrze, może je urządza i musi mieć dobrą per­spek­ty­wę? Cza­sa­mi pokazu­je się przed nią, twarzą do mnie i do niej, pewien młodzie­niec. Roz­maw­ia­ją ze sobą, on jej coś pokazu­je… A może nie roz­maw­ia­ją i nie pokazu­je? A może ona jest sadzana na tym para­pecie! Och, jed­nak, nie chce wiedzieć!

Piętro wyżej, trochę bardziej po prawej, miesz­ka Bab­ka. Ma sto lat, siwe włosy i czer­wony szlafrok. Lubi pal­ić, ale chy­ba cią­gle czu­je, jak­by robiła to po kryjo­mu, i że w każdej chwili ktoś ją może nakryć. Rozglą­da się ner­wowo, i co jak­iś czas chowa twarz w ręce. Wtedy dym leci na jej włosy, a z tego pow­sta­je chmu­ra, duża jak obłok. Bab­ka nie wie, że na nią spoglą­dam, choć cza­sa­mi myślę, że obser­wu­je mnie bardziej niż ja ją. Gdy nie mam weny albo po pros­tu mam słab­szy dzień, zwalam na nią, że patrzy mi na ręce.

Trze­cie piętro to piętro kotar. Cięż­kich i mięk­kich. Cza­sa­mi zaciąg­nię­tych na całe okno, cza­sa­mi rozchy­lonych tak, aby struż­ka popołud­niowego światła mogła pogłaskać domown­ików po policzku. Okna ubrane są także w firan­ki, na tle, których odgry­wany jest teatr cieni, ale tylko w sezonie zimowym i to po 16:00. Jest miłość i ciepło, cza­sa­mi awan­tu­ra – jak wszędzie, cza­sa­mi kot sen­nie prze­jdzie się po para­pecie, ot całe sza­leńst­wo tego pię­tra. Choć nie ukry­wam, że gdy światła są zgas­zone, a kotary porusza­ją się bezwład­nie, to piętro przy­pom­i­na zam­czysko. Kiedy się skupię, to widzę kru­ka, na drugim oknie sępa i kulę do wróże­nia. No dobra, trochę mnie poniosło, ale przysięgam! Skra­jnie po lewej to już nie zam­czysko, to opuszc­zony Mor­dor. Woła do mnie ciem­nią. Odwracam wzrok.

Czwarte. Na czwartym jest całkiem inaczej. Okna są mniejsze, domowe. To piętro reprezen­tu­je Pan w koszuli zapiętej pod szyją na ostat­ni guz­iczek. Łysi­ut­ki Pan jest właś­ci­cielem trzech okien z płotka­mi. Jest to najład­niejsza ozdo­ba, jaką widzi­ałam w życiu, bo przy­pom­i­na mi baj­ki rodem z Biel­s­ka Białej. Pan jest pogod­ny, zupełnie inny niż Bab­ka. Cza­sa­mi w dzień otwiera okienko i patrzy z uśmiechem na świat. Nie wyglą­da, jak­by się czymkol­wiek prze­j­mował. Dwa razy widzi­ałam, jak komuś machał. Czy w mieszka­niu z kolorowym płotkiem, może mieszkać ktoś, kto nie ma fan­tazji? Zas­tanaw­iam się kim był, kiedy jeszcze pra­cow­ał… Chy­ba cukiernikiem. Chci­ałabym, żeby nim był. Albo Panem, który krę­ci watę cukrową. Albo lep­iej! Panem od plas­ty­ki. Każdy ją lubi. Inaczej z ZPT, które cieszyło się, tak małą pop­u­larnoś­cią, że nawet współczesne Min­is­terst­wo Edukacji, postanow­iło je zlik­wid­ować.
Gdy tem­per­atu­ra spa­da między oknem, a płotkiem Pan Cukiernik orga­nizu­je sobie lodówkę. Gdy robi się ciem­no, sta­je w oknie, bez cienia uśmiechu, spoglą­da na świat zupełnie inaczej niż za dnia. Czy ma jak­iś sekret? A może przygnębia go wieczór albo czu­je się samot­ny? Pewnie nigdy się nie dowiem.

Moje życie w biurze jest spoko­jne. Mogę myśleć, a nawet wymyślać. Nie ma sze­fa, który pod­ci­na skrzy­dła. Nie ma koleżanek przemiłych, ale zachę­ca­ją­cych do spoży­wa­nia w ciągu 8 godzin, pokar­mów w iloś­ci – strasznej. Nie ma niszczar­ki, więc jest cisza. Żaden klient nie dzwoni po 18, choć mógł­by. Taka kul­tura pra­cy.
Kamieni­ca ma numer, ale tylko w mojej wyobraźni.

Przeczytaj także:

Team Alpha na Internet Beta 2019 – subiektywna relacja by 25wat

Przed Wami podsumowanie tegorocznej konferencji #InternetBeta , w której uczestniczył nasz Alpha team – Joanna Gancarczyk, Piotr Bardadyn i Mateusz Romanów. Niemal 100 prelegentów, 80 ... Czytaj więcej

17 Emoji-Faktów, które każdy Marketer powinien znać!?

Emoji – język internetu, który obiegł wszystkie kontynenty. Fenomen, który zbiera setki fanów na świecie i doczekał się filmu obchodzi dziś swoje święto! Z okazji #World Emoji Day ... Czytaj więcej

Dlaczego projektanci wnętrz z bliskiego wschodu mają więcej serduszek pod postami niż ci z Europy?

Przy większości projektów, w które angażuję się od strony strategii (komunikacji, marketingu, coraz częściej samego projektowania usługi czy biznesu) napotykam jedną wspólną cechę. ... Czytaj więcej